Pracuję z animacjami od ośmiu lat. Przez ten czas przeszedłem przez After Effects, Motion, Cavalry, Rive i kilka innych narzędzi. Mam konkretne zdanie na temat tego, kiedy które ma sens — zwłaszcza w kontekście produkcji wideo.
After Effects — przemysłowy standard
AE to język branży. Jeśli wysyłasz projekt do innego studia, otwierasz plik od klienta albo szukasz assetów online — wszystko jest w formacie After Effects. Ekosystem pluginów (Motion Bro, Video Copilot, AEJuice) jest nieosiągalny dla konkurencji. Przy złożonych animacjach, efektach wizualnych i integracji z Cinema 4D — nie ma alternatywy.
Apple Motion — niedoceniany sprzymierzeniec
Motion płaci się raz (jeden zakup, bez subskrypcji) i integruje się idealnie z Final Cut Pro. Do szablonów tytułów, prostych intro i animacji grafik — jest szybszy niż AE. Render w czasie rzeczywistym to ogromna zaleta przy iterowaniu projektu z klientem.
Motion to sprinter. After Effects to maratończyk.
Nasze podejście
Przy projektach YouTube i lekkich motion graphics — Motion. Przy identyfikacjach wizualnych, złożonych efektach i projektach wymagających VFX — After Effects bez zastanowienia. Znam oba na tyle dobrze, żeby nie tracić czasu na walkę z narzędziem zamiast skupić się na projekcie.